paznokcie pielegnacja kolorówka wlosy makijaze

czwartek, 4 października 2012

Podkreśl swoje brwi - czyli zestaw do stylizacji brwi od Catrice

Kobieta zmienna jest...  to jak najbardziej prawda. Jeszcze dwa lata temu podkreślanie brwi wydawało mi się zbędnym wymysłem a teraz codziennie rano staram się w jakiś sposób swoje brwi podkreślić. Lubie  podkreślone, ładne, ciemne brwi - to mi się podoba i już :) Używałam do tego celu początkowo żelu z Deli, który tylko delikatnie farbował, potem przestawiłam się na zwykły cień z paletki sleeka - ale w świetle dziennym moje brwi wydawały się zbyt rudo-brązowe. Dlatego postanowiłam zakupić zestaw do stylizacji brwi z firmy Catrice ( dostępne w drogeriach Natura) kosztuje ok. 16 zł 

Opakowanie jest proste- czarne, eleganckie- takie lubię najbardziej. Wykonane z solidnego plastiku, napisy w czasie użytkowania blakną i wycierają się- ale nadal pozostają widoczne. Dodatkowym atutem jest lusterko oraz mała "kieszonka" w której znajdziemy pensete i pędzelek z grzebyczkiem- to świetny pomysł,który idealnie sprawdzi się w podróży.

W środku znajdziemy dwa cienie- jaśniejszy i ciemniejszy brąz - czyli z zestawu mogą korzystać zarówno blondynki jak i szatynki. Cienie utrzymane są w chłodnej tonacji - bez pomarańczowych tonów. Nie osypują się - wyglądają dość naturalnie i całkiem nieźle się trzymają. Ogólnie rzecz biorąc jestem z nich bardzo zadowolona. W zestawie brakuje mi jedynie wosku, który pozwoliłby utrzymać moje włoski w ryzach przez cały dzień- wówczas byłby to zestaw idealny, ale cóż nie można mieć przecież wszystkiego :)

poniedziałek, 24 września 2012

kilka słów o pędzlach ecotools

na początku swojej przygody z makijażem za zdecydowanie lepsze solidniejsze uważałam pędzle z włosia naturalnego - moje pierwsze pędzelki były własnie z tego rodzaju włosia. Służą mi w sumie do dziś, choć po ich stanie zdecydowanie  widać upływ czasu... Z czasem jednak stwierdziłam ze to włosie syntetyczne wygrywa. Czemu? Bo takie pędzle są tańsze, bardziej wytrzymałe, dłużej pozostają w nienaruszonym stanie i wymagają mniejszego nakładu pracy jesli o utrzymanie chodzi.Pędzle naturalne z czasem stają sie bardziej sztywne,włoski sie zwyczajnie łamią- mimo odpowiedniej pielegnacji...



Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o zestawie pędzli z ecotools, jest to zestaw podróżny przeznaczony do makijażu oka. Całość zamknięta w wygodnym, poręcznym własnie na wyjazdy lnianym etui.
Zestaw składa się z pięciu syntetycznych pędzli. Rączki wykonane standardowo- jak to w przypadku tej marki z bambusa z aluminiowymi skuwkami. Każdy z pędzli został podpisany...

W naszych rossmanach takiego zestawu nie widziałam na stronie iHerb jest on dostepny za około 35 złotych- za taka ilość pędzli to zdecydowanie dobra cena. Tym bardziej, że są one naprawde dobrej jakości - mam je już prawie rok i nic sie nie zmieniło jeśli o ich stan chodzi- nie odkształciły się, nadal są miekkie, włosie nie wypada. Dobrze radzą sobie z rozcieraniem- chociaż zauwazyłam , że słabiej niż pędzelki naturalne łapią, nabierają niektóre cienie... nie wiem czym to jest spowodowane, ale faktycznie cos
takiego zauważyłam. Czy polecam ten zestaw? zdecydowanie tak - pozwoli on na wykonanie pełnego makijażu oka bo znajdziemy tu zarówno "łopatkę" do nakładania cieni na całą powiekę, jak również pędzle do blendowania oraz małe kuleczki któryi możemy chociażby rozetrzeć kreskę- dodatkowym atutem jest zdecydowanie cena :)


szkoda,że nie możemy ich dostać stacjonarnie (przynajmniej ja się nie natknełam - jesli się myle wyprowadzcie mnie prosze z błędu) ale to w sumie czesta sytuacja w naszym kraju wiec można się przyzwyczaić :)

na koniec małe porównanie rozmiaru - tak jak mówiłam to wersja podrózna w zwiazku z tym posiada krótsze niż standardowo rączki:


a Wy co o tych pędzlach sądzicie? czy któraś z Was ma taki zestaw?

środa, 19 września 2012

Kilka słów o MERZ SPEZIAL

Jakis czas temu podobnie jak inne blogerki dostałam propozycje przetestowania suplementu diety MERZ SPEZIAL. Szczerze mówiąc bardzo się ucieszyłam bo dużo dobrego słyszałam o tych tabletkach a wczesniej nie mialam okazji ich używać. Jesli chodzi o podejście firmy musze przyznać, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona- bez problemu można się było skontaktowac, produkt otrzymałam pięknie zapakowany- moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Otrzymałam 3 opakowania po 60 tabletek każde- czyli ilość wystarczającą na trzy miesięczną kuracje i przystąpiłam do działania :)

Włosy: Problem z wypadaniem włosów doskwiera mi juz od jakiegos czasu. Bardzo liczyłam na to, że środek cos z tym zrobi i faktycznie nie myliłam się. Po około dwóch miesiacach zażywania zauważyłam dużą poprawe- włosy nadal wypadają ale w dużo mniejszej ilości co ogromnie mnie cieszy. Mam tylko nadzieje, że efekt utrzyma się przez dłuższy czas po odstawieniu tabletek.

Paznokcie: Mam problem z rozdwajaniem- nie radza sobie z nim odżywki... Suplement też sobie nie poradził... Paznokcie rozdwajają się tak jak dawniej. Musze jednak przyznać, że są twardsze i mocniejsze niż wcześniej.

Cera: w tej kwestii nie zauwazyłam zupełnie żadnego działania ani jakiejkolwiek poprawy. Moja cera jest kaprysna- mam problem z wypryskami... w tej kwestii preparat zupełnie nie pomógł ani jesli o nieprzyjaciół chodzi ani w kwestii nawilżenia czy regeneracji. Efekty zupełnie zerowe. Całe szczęście także w żaden sposób nie zaszkodził.

Ogólnie mówiąc: Tabletki są dość małe- nie ma problemu z ich połykaniem. Producent zaleca przyjmowanie po 1 drażetce 2 razy dziennie. To dość męczące- nie mam nawyku pamietania o tabletkach w zwiazku z tym kilka razy omyliłam dawke- wygodniej byloby przyjmować je raz dziennie. Opakowanie kosztuje okolo 30-40 zł - moim zdaniem dość drogo... niestety. Z efektów kuracji jestem zadowolona, ale nie powaliły mnie one na kolana. Może w przypływie gotówki w przyszłości zdecyduje sie na powtórkę kuracji... zobaczymy

niedziela, 19 sierpnia 2012

Mariza - baza korygująca


Pamiętacie, że jakiś czas temu podjełam współpracę z konsultantką firmy Mariza, która udostępniła mi do testów kilka produktów tej marki.Przyznaje, że najbardziej zainteresowała mnie mała, niepozorna baza pod makijaż o delikatnym zielonym zabarwieniu... Zobaczcie jak się spisała:)



Pojemność/cena: 15 ml/ ok 24 zł (zależne od aktualnie oferowanego katalogu)
Dostępność: kosmetyki Mariza można kupić u konsultantów firmy oraz w internecie
Zdaniem producenta:  "Baza o lekko zielonkawym odcieniu koryguje i rozjaśnia czerwone miejsca na skórze, powstałe przez rozszerzone lub popękane naczynka. Właściwości ochronne zapewnia ekstrakt z ginko biloba, który wzmacnia i uelastycznia ścianki naczyń krwionośnych zapobiegając ich kruchości i pękaniu. Baza matuje i wygładza cerę, dzięki czemu stanowi idealne podłoże do nakładania innych kosmetyków. Polecana do miejscowego stosowania pod podkład"

Opakowanie: Ładne, poręczne szklane opakowanie wyposażone w pompkę. Fakt posiadania pompki to duży plus - higieniczność przede wszystkim. Pompeczka działa sprawnie - dozuje odpowiednią ilość produktu, nie zacina się. Buteleczka też sprawia wrażenie solidnej. Opakowanie jest minimalistyczne proste i klasyczne. Takie lubię najbardziej - moim zdaniem są bardzo eleganckie. Napisy jak narazie pozostały w stanie nienaruszonym, miejmy nadzieje że tak zostanie na dłużej :)

Konsystencja i kolor: Wszystkie bazy, z którymi miałam dotychczas były bazami silikonowymi. Jeśli któraś z Was kiedykolwiek taką bezę używała doskonale wie jaka jest jej konsystencja i jaki efekt "śliskiej" warzy pozostawia. W tym przypadku całe szczeście jest zupełnie inaczej. Baza ma konsystencje kremu o lekko zielonej barwie. Wsmarowana w twarz błyskawicznie sie wchłania i pozostawia twarz jak po uzyciu kremu matującego. Twarz jest przy tym wygładzona - efekt nie ma jednak nic wspólnego z bazami silikonowymi. Zielony pigment jest odrobine widoczny na twarzy - jest w stanie go jednak zakryć nawet krem tonujący.

 Działanie: Produkt wg zaleceń producenta przeznaczony jest dla osób z problemami naczynkowymi. Ja takich całe szczęście nie mam. Doskwirają mi jednak wypryski o czerwonym odcieniu oraz przebarwienia np przy skrzydełkach nosa o takiej barwie. Byłam bardzo ciekawa jak baza sobie z tym poradzi. Wiadomo wszystko zależy od podkładu, który potem zastosujemy. Jeśli będzie to lekki krem tonujący i odpuścimi sobie koretor nasze "niespodzianki" będą dalej widoczne - ich barwa nie jest jednak juz tak intensywna przez co mniej rzucają się w oczy. Czyli zielony barwnik działa - choć przyznam szczerze nie jest to działanie oszałamiające. Zauważam jednak przedłużenie trwałości makijażu - przy 30 stopniowym  nic nie utrzyma sie na naszej buzi cały dzień. Ale baza spawia, że moja twarz dłużej pozostaje matowa a podkład trzyma się dłużej. (u mnie jest to dobre kilka godzin dłużej)

Moja opinia: Ciekawy produkt w dobrej cenie. Wiem,że bazy o takim zabarwieniu ma MUFE oraz L'oreal - tu jednak cena też jest zdecydowanie wyższa. W moim przypadku produkt jak najbardziej się sprawdza - przedłuza trwałość makijażu i niweluje zaczerwienienia. Co ważne - nie zapchała mnie - a taki problem pojawia się u mnie zazwyczaj po użyciu baz silikonowych. Jest wydajna - napewno wystarczy na długo. Jeśli macie duży problem z popękanymi naczynkami rumieniem bądz innymi czerwonymi przebarwieniami i zalezy Wam na ukryciu ich bez zastosowania mocno kryjącego podkładu nie bedziecie zadowolone. Baza jak sama nazwa wskazuje jedynie koryguje, ujednolica nam odcień skóry i jedynie niweluje zaczerwienienia a nie całkowicie je ukrywa.
  
Jeśli jesteście zainteresowanie kosmetykami firmy MARIZA to podaje Wam namiary na konsultankę firmy pania Izę, której swoją drogą dziekuje za mozliwość przetestowania produktu: mariza-polska@wp.pl

wtorek, 31 lipca 2012

O aktualnie posiadanych podkładach słow kilka...

Podkład to produkt który zawsze gości w mojej kosmetyczce...
Ze względu na przebarwienia na mojej buzi i niespodzianki, które często mnie zaskakują nie wyorażam sobie pominięcia tego produktu przy makijażu. Aktualnie w mojej kosmrtyczce goszczą 3 o których chciałabym Wam opowiedzieć

Lirene City Matt

fluid matująco-wygładzający odcień beżowy 207

Pojemność/cena: 30 ml/ ok 20 zł
Dostępność: Drogerie sieciowe i osiedlowe, hipermarkety
Zdaniem producenta: "Fluid nowej generacji doskonale matuje i wygładza skóre. Zawarta witamina C poprawia koloryt cery, a witamina E dezaktywuje wolne rodniki"
Opinia na KWC: KLIK
Opakowanie:
lekkie, plastikowe z pompką
Moim zdaniem:
Produkt wygrałam w rozdaniu u jednej z blogerek. Szczerze mówiąc byłam do niego nastawiona dość sceptycznie tym bardziej, że nie miałam wcześniej do czynienia z podkładem tej marki. Nie mniej jednak dość pozytywnie mnie zaskoczył. Uważam, że to jeden z lepszych produktów jaki miałam okazje stosować w tym przedziale cenowy. Średnio kryje nie poradzi sobie z większymi niespodziankami, pozostawia matowe wykończenie na twarzy i wyraznie ją wygładza. Nieźle się utrzymuje(oczywiscie przypudrowany) niestety odrobine ciemnieje na buzi więc warto wziąść to pod uwage przy wyborze odcienia (który swoją mógłby być większy). Nie zapchał mnie, nie waży się na buzi. Plus za higieniczne opakowanie

Revlon Photo Ready

odcień 03 shell

Pojemność/cena: 30 ml/ ok 70 zł ( drogerie) 35zł (internet)
Dostępność: Drogerie, internet
Opinia na KWC: KLIK
Opakowanie:
szklane, solidne z pompką
Moim zdaniem:
Podkład rozswietlający. I widze tu zaskoczenie na Waszych twarzach... dziewczyna o tłustej cerze pokazuje podkład rozświetlający... A jednak. Kupiłąm go z myślą zastosowania na wesele, gdzie wiadomo jesteśmy narażeni na zdjęcia. Ma bardzo lekką konsystencję i drobne rozswietlaące drobinki, które są widoczne na twarzy w świetle dziennym. Krycie średnie. Nie używam go na dzień, bo nie podoba mi się efekt który otrzymuje - twarz jakby obsypana drobnym brokatem to nie dla mnie. Nie mniej jednak w świetle sztucznym wygląda zupełnie inaczej. Lepiej. Daje efekt zdrowej, naturalnej buzi. Nie tworzy maski. Przypudrowany dobrze się trzyma. Stosuje go na wieczorne wyjścia i imprezy okolicznościowe i jestem z niego zadowolona. Nie ciemnieje na twarzy, nie waży się nie zapycha.

Estee Lauder, Double Wear Light (miniatura produktu)


Pojemność/cena: 30 ml/ 169 zł
Dostępność: Perfumerie, internet
Opinia na KWC: klik
Moja Opinia:
Miniature produktu (15 ml za 39 zł) kupiłam w Dauglasie korzystając ze słynnej chyba promocji jakiś czas temu. To pierwszy wysokopółkowy podkład w mojej kosmetyczce i pokładałam w nim duże nadzieje. Jak się ciesze, że nie wydałam na niego 170 zł. Bo nie jestem z niego zadowolona. Krycie srednie w kierunku zlabego, konsystencja dość lekka. Ale na mojej twarzy nieestetycznie podkresla rozszerzone pory i co najgorsze po kilku godzinach jakgdyby się waży nie zależnie od tego jakim pudrem zostanie wykończony. Daje mi na buzi efekt placka... Takie rzeczy za takie pieniądze?? Dziękuje, postoję :)

wtorek, 24 lipca 2012

Jak tanio a skutecznie zadbać o stopy?

Lato w pełni :) Sezon na klapki, sandałki i inne odkryte obuwie trwa. Warto zadbać, żeby nasze stpy w takim wydaniu prezentowały się świetnie... Ja całkiem niedawno odkryłam krem, który zdecydowanie nam to zadanie ułatwi:)


Seria FussWohl jest dostępna tylko w drogeriach Rossman. Wśród produktów firmy znajdziemy wszystko co trzeba aby perfekcyjnie zadbać o stopy: sole, kremy,talki i dezodoranty. Moją uwagę zwrócił ten krem, a że na asortyment tej marki obowiązywała wówczas duża propocja to niezastanawiałam się ani chwili i tak do mojego domu trafił:

INTENSIV CREME z 10% zawartością moczniku

krem zapakowany był orginalnie dodatkowo w kartonowe opakowanie, które niestety zagubiło się w trakcie stosowania produktu :)

Pojemność/ Cena: 75 ml/ 3,99 (cena promocyjna) ok 8 zł w regularnej sprzedaży
Dostępność: Drogerie Rossman
Opakowanie: bijaca po oczach, kolorowa, plastikowa tubka zakończona standardowym w przypadku kremów aplikatorem


Konsystencja/zapach: Biały krem o dość gęstej konsystencji, zapach standardowy dla produktów zawierających mocznik, nieuciązliwy
recenzja na KWC: brak
Skład:

Kilka słów od producenta:
"FUSSWOHL INTENSYWNY KREM do pielęgnacji suchej skóry stóp z gliceryną i woskiem pszczelim, 10% urea. Dzięki połączeniu właściwości gliceryny regulującej gospodarkę wodną skóry oraz wosku pszczelego spękane i nadwyręzone stopy otrzymują intensywną pielegnacje i odzyskują miękkość i spręzystość. Przed nałożeniem preparatu upewnij się czy stopy są czyste i suche. Krem wmasować w szorstkie i zniszczone fragmenty skóry"

Moja opinia:
Dobry produkt za bardzo przystępną cene. Moje stopy były suche i dość szorstkie po kilkukrotnym użyciu tego kremu wyglądały już zupełnie inaczej. Krem zostawia na skórze tłustą warstwe, dlatego najlepiej aplikować go na noc. Przynosi szybkie efekty. Bedzie się spisywał także u osób borykajacych się z problemem pękających pięt - podstunełam go mojej mamie, któa ma własnie taki problem i była z niego tak zadowolona, że poprosiła o zakup opakowania dla niej. Porównywała jego działanie z produktem marki Scholl, który kosztuje dwa razy więcej...

poniedziałek, 23 lipca 2012

Avene TriAcneal czyli moja walka z niedoskonałościami skóry

Moja cera stwarza problemy - z biegiem czasu coraz bardziej się o tym przekonuje
mój główny problem to zanieczyszczenia oraz pojawiajace się co jakiś czas pryszcze
bardzo dobrze działała na mnie seria Effaclar z firmy La Roche Posay ale po zużyciu któregoś z kolei kremu DUO moja skóra zwyczajnie się do nich przyzwyczaiła i cały magiczny efekt znikł. Potem była przygoda z naturalną pielegnacją, ale gdy przekonałam się, że to jednak nie dla mnie postanowiłam wypróbować krem  o którym dużo osób mówiło, pisało i który podobno jest istną perełką...

Avene TriAcneal



Kilka słów od producenta:

"Krem na niedoskonałości skory i zmiany trądzikowe do codziennej pielęgnacji skóry z zaawansowanymi zmianami - zaskórniki, grudki, krosty - w trądziku pospolitym.
Aktywne składniki działają na kilku poziomach:
- Efectiose (0,1%): zmniejsza objawy zapalne
- Retinaldehyd (0,1%): redukuje ilość zaskórników
- Kwas glikolowy (6%): działa złuszczająco
Woda termalna Avene ma działanie kojące i przeciwzapalne.
Pierwszych pozytywnych efektów można oczekiwać po co najmniej 3 tygodniach regularnego używania. Z uwagi na obecność kwasu glikolowego, na początku stosowania stan skóry może ulec przejściowemu pogorszeniu."

Skład:

Water (Aqua), Cetyl Alcohol, Cyclomethicone, Polysorbate 60, Glycolic Acid, Avene Thermal Spring Water (Avene Aqua), Sd Alcohol 39-C (Alcohol Denat), Polymethyl Methacrylate, Sodium Hydroxide, Cetearyl Alcohol, Arginine Hcl, Bht. Ceteareth-33, Dimethiconol, Fragrance (Parfum), Potassium Sorbate Red 33 (CI 17200), Retinal, Undecyl Rhamnoside

Pojemność/ cena: 30 ml / ok 50 zł
Opinia na KWC: TU
Opakowanie: plastikowa tubka zakończona dziubkiem



Konsystencja/zapach: krem o złotawo-żółtym kolorze o specyficznym aczkolwiek słabo wyczuwalnym zapachu, który ulatnia się po aplikacji produktu na twarz

Moja opinia:

Produkt stosowałam przez ponad 3 miesiące*. Na tyle właśnie wystarczyło mi jedno opakowanie. Bez wątpienia krem jest więc wydajny (*aplikowany raz dziennie na całą twarz). Przez pierwszy tydzien nie zauważyłam zupełnie żadnych rezultatów, potem jednak zaczeła się faza wysypu. Nowe krosty pojawiały się na mojej buzi codziennie - całe szczęście znikały dużo szybciej niż zazwyczaj i już po 2-3 dniach nie było po nich najmniejszego śladu. Efekt oczyszczania trwał około miesiąca z tym, ze z dnia na dzień na mojej twarzy pryszczy było mniej. Potem rozpoczął się efekt złuszczania, i ten moment kuracji chyba wspominam najgorzej... Nie pomagały kremy nawilżające, maseczki ani peelingi. Przez jakies dwa tygodnie chodziłam pokryta "suchymi skórkami". I wtedy chyba wygladałam najgorzej. Każdy kosmetyk nałożony na buzie stawał się bardzo widoczny a ja stawałam codziennie rano przed lustrem i w bardzo niecenzuralnych słowach okreslałam moją "radość" z tego co w końcu sama sobie zafundowałam. No ale co nas nie zabije to nas wzmocni... Nie przestałam używać kremu i to była dobra decyzja. Teraz widze dużą różnice w stanie mojej cery. Buzia wyrażnie się wygładziła, nie pojawiają się już podskórne i bardzo bolesne wypryski, mam wrażenie ze rozjaśniły się moje przebarwienia na twarzy... Krem jednak dość kiepsko poradził sobie z zaskórnikami, które nadal mieszkają na moim nosie i ani myślą zmienić lokal :)

Podsumowując:

Jeśli masz zanieczyszczoną cerę i problem z pryszczami a nie boisz się okresu wysypu i wysuszenia skóry to myśle, że warto zainwestować w ten krem :)



 


czwartek, 1 marca 2012

Nie wiem jak Wy, ale ja często przeglądając blogi czy oglądając filmiki dziewczyn pokazujących rożne kosmetyczne pudełka myślałam: "Kurcze dlaczego u nas w Polsce tego nie ma"
Mam wrażenie, że myśli moje i wielu innych dziewczyn zostały "usłyszane" ponieważ w ostatnim czasie na polskim rynku mamy swoisty wysyp różnego rodzaju box-ów.
Musze przyznać, że ostatecznie sama nie wypróbowałam żadnego z nich, bo postanowiłam poczekać i sprawdzić co wymyślą osoby je oferujące. Jak wiecie bez skandalów się nie obyło - mowa o słynnej aferze błyszczykowej, która jakiś czas temu zatrzęsła blogowym światem.
Bardzo ucieszyła mnie zatem wiadomość od pani Agaty, która zaproponowała mi przesłanie wchodzącego właśnie na nasz rodzimy rynek GlossyBox'a.
Zgodziłam się oczywiście bez wahania, dodatkowo otrzymałam zaproszenie na imprezę zorganizowaną z tej okazji, na której niestety nie mogłam być obecna, gdyż do Warszawy w środku tygodnia zupełnie mi nie po drodze... 


Co kryło się w pudełku?

1. LIERAC - balsam do cery odwodnionej Hydra-Chrono+ 15ml
2. MARC JACOBS - Daisy Eau So Fresh  4ml
3. MASAKI MATSUSHIMA - balsam do ciała Masaki Cherry 50ml
4. NUXE - suchy olejek o wielu zastosowaniach Heuile Prodigieuse 10ml
5. RENE FURTERER - szampon Okara protect Color 50 ml


Moje wrażenia:
Ciężko mówić o samych kosmetykach, bo wiadomo potrzeba czasu na to żeby się z nimi "poznać". Jeśli zaś chodzi o samo pudełeczko muszę przyznać, że bardzo podoba mi się jego eleganckie opakowanie i sposób w jaki wszystko jest zapakowane. To wszystko jest jak najbardziej w moim guście. Cieszy mnie szczególnie suchy olejek z NUXE, o którym słyszałam wiele dobrego i zawsze chciałam go wypróbować. Także miniaturka perfum ma urzekające opakowanie. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakiegoś kosmetyku z kolorówki, a szampon chroniący kolor nie do końca sprawdzi się na moich nigdy nie farbowanych włosach. Jak dowiedziałam się jednak od pani Agaty późniejsze pudełka mają być bardziej dostosowywane do potrzeb zamawiających a ich zawartość ma być częściowo ustalana na podstawie preferencji podanych w ankiecie - i bardzo dobrze :)

Jeśli jesteście zainteresowane większą ilością informacji zapraszam serdecznie na stronę:

Koszt takiego pudełka to 49 zł miesięcznie (w cenie mamy przesyłkę kurierską). Za tą kwotę otrzymujemy gwarancje otrzymania 5 mini produktów. Musze przyznać, że to spora kwota chociażby jak na studencką kieszeń tym bardziej że daje możliwość zakupienia jakiegoś pełnowymiarowego produktu z drugiej strony daje możliwość zapoznania się z drogimi czasem wręcz ekskluzywnymi produktami, o których często pewnie byśmy nawet nie słyszały. Ale w końcu będzie to indywidualny wybór każdej z nas :)


Dziękuje bardzo pani Agacie przedstawicielce GlossyBox'a, dzięki której miałam możliwość otrzymania pudełka. Pragnę dodać, że fakt ten nie wpłynął na moją ocenę, która jest oparta, jak zwykle na subiektywnych odczuciach...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...