Jakis czas temu podobnie jak inne blogerki dostałam propozycje
przetestowania suplementu diety MERZ SPEZIAL. Szczerze mówiąc bardzo się
ucieszyłam bo dużo dobrego słyszałam o tych tabletkach a wczesniej nie
mialam okazji ich używać. Jesli chodzi o podejście firmy musze przyznać,
że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona- bez problemu można się było
skontaktowac, produkt otrzymałam pięknie zapakowany- moje pierwsze
wrażenie było bardzo pozytywne. Otrzymałam 3 opakowania po 60 tabletek
każde- czyli ilość wystarczającą na trzy miesięczną kuracje i
przystąpiłam do działania :)
Włosy: Problem z wypadaniem włosów doskwiera mi juz od jakiegos
czasu. Bardzo liczyłam na to, że środek cos z tym zrobi i faktycznie nie
myliłam się. Po około dwóch miesiacach zażywania zauważyłam dużą
poprawe- włosy nadal wypadają ale w dużo mniejszej ilości co ogromnie
mnie cieszy. Mam tylko nadzieje, że efekt utrzyma się przez dłuższy czas
po odstawieniu tabletek.
Paznokcie: Mam problem z rozdwajaniem- nie radza sobie z nim odżywki...
Suplement też sobie nie poradził... Paznokcie rozdwajają się tak jak
dawniej. Musze jednak przyznać, że są twardsze i mocniejsze niż
wcześniej.
Cera: w tej kwestii nie zauwazyłam zupełnie żadnego działania ani
jakiejkolwiek poprawy. Moja cera jest kaprysna- mam problem z
wypryskami... w tej kwestii preparat zupełnie nie pomógł ani jesli o
nieprzyjaciół chodzi ani w kwestii nawilżenia czy regeneracji. Efekty
zupełnie zerowe. Całe szczęście także w żaden sposób nie zaszkodził.
Ogólnie mówiąc: Tabletki są dość małe- nie ma problemu z ich
połykaniem. Producent zaleca przyjmowanie po 1 drażetce 2 razy dziennie.
To dość męczące- nie mam nawyku pamietania o tabletkach w zwiazku z tym
kilka razy omyliłam dawke- wygodniej byloby przyjmować je raz dziennie.
Opakowanie kosztuje okolo 30-40 zł - moim zdaniem dość drogo...
niestety. Z efektów kuracji jestem zadowolona, ale nie powaliły mnie one
na kolana. Może w przypływie gotówki w przyszłości zdecyduje sie na
powtórkę kuracji... zobaczymy
środa, 19 września 2012
niedziela, 19 sierpnia 2012
Mariza - baza korygująca
Pojemność/cena: 15 ml/ ok 24 zł (zależne od aktualnie oferowanego katalogu)
Dostępność: kosmetyki Mariza można kupić u konsultantów firmy oraz w internecie
Zdaniem producenta: "Baza o lekko zielonkawym odcieniu koryguje i rozjaśnia czerwone miejsca na skórze, powstałe przez rozszerzone lub popękane naczynka. Właściwości ochronne zapewnia ekstrakt z ginko biloba, który wzmacnia i uelastycznia ścianki naczyń krwionośnych zapobiegając ich kruchości i pękaniu. Baza matuje i wygładza cerę, dzięki czemu stanowi idealne podłoże do nakładania innych kosmetyków. Polecana do miejscowego stosowania pod podkład"
Opakowanie: Ładne, poręczne szklane opakowanie wyposażone w pompkę. Fakt posiadania pompki to duży plus - higieniczność przede wszystkim. Pompeczka działa sprawnie - dozuje odpowiednią ilość produktu, nie zacina się. Buteleczka też sprawia wrażenie solidnej. Opakowanie jest minimalistyczne proste i klasyczne. Takie lubię najbardziej - moim zdaniem są bardzo eleganckie. Napisy jak narazie pozostały w stanie nienaruszonym, miejmy nadzieje że tak zostanie na dłużej :)
Konsystencja i kolor: Wszystkie bazy, z którymi miałam dotychczas były bazami silikonowymi. Jeśli któraś z Was kiedykolwiek taką bezę używała doskonale wie jaka jest jej konsystencja i jaki efekt "śliskiej" warzy pozostawia. W tym przypadku całe szczeście jest zupełnie inaczej. Baza ma konsystencje kremu o lekko zielonej barwie. Wsmarowana w twarz błyskawicznie sie wchłania i pozostawia twarz jak po uzyciu kremu matującego. Twarz jest przy tym wygładzona - efekt nie ma jednak nic wspólnego z bazami silikonowymi. Zielony pigment jest odrobine widoczny na twarzy - jest w stanie go jednak zakryć nawet krem tonujący.
Działanie: Produkt wg zaleceń producenta przeznaczony jest dla osób z problemami naczynkowymi. Ja takich całe szczęście nie mam. Doskwirają mi jednak wypryski o czerwonym odcieniu oraz przebarwienia np przy skrzydełkach nosa o takiej barwie. Byłam bardzo ciekawa jak baza sobie z tym poradzi. Wiadomo wszystko zależy od podkładu, który potem zastosujemy. Jeśli będzie to lekki krem tonujący i odpuścimi sobie koretor nasze "niespodzianki" będą dalej widoczne - ich barwa nie jest jednak juz tak intensywna przez co mniej rzucają się w oczy. Czyli zielony barwnik działa - choć przyznam szczerze nie jest to działanie oszałamiające. Zauważam jednak przedłużenie trwałości makijażu - przy 30 stopniowym nic nie utrzyma sie na naszej buzi cały dzień. Ale baza spawia, że moja twarz dłużej pozostaje matowa a podkład trzyma się dłużej. (u mnie jest to dobre kilka godzin dłużej)
Moja opinia: Ciekawy produkt w dobrej cenie. Wiem,że bazy o takim zabarwieniu ma MUFE oraz L'oreal - tu jednak cena też jest zdecydowanie wyższa. W moim przypadku produkt jak najbardziej się sprawdza - przedłuza trwałość makijażu i niweluje zaczerwienienia. Co ważne - nie zapchała mnie - a taki problem pojawia się u mnie zazwyczaj po użyciu baz silikonowych. Jest wydajna - napewno wystarczy na długo. Jeśli macie duży problem z popękanymi naczynkami rumieniem bądz innymi czerwonymi przebarwieniami i zalezy Wam na ukryciu ich bez zastosowania mocno kryjącego podkładu nie bedziecie zadowolone. Baza jak sama nazwa wskazuje jedynie koryguje, ujednolica nam odcień skóry i jedynie niweluje zaczerwienienia a nie całkowicie je ukrywa.
Jeśli jesteście zainteresowanie kosmetykami firmy MARIZA to podaje Wam namiary na konsultankę firmy pania Izę, której swoją drogą dziekuje za mozliwość przetestowania produktu: mariza-polska@wp.pl
wtorek, 31 lipca 2012
O aktualnie posiadanych podkładach słow kilka...
Podkład to produkt który zawsze gości w mojej kosmetyczce...
Ze względu na przebarwienia na mojej buzi i niespodzianki, które często mnie zaskakują nie wyorażam sobie pominięcia tego produktu przy makijażu. Aktualnie w mojej kosmrtyczce goszczą 3 o których chciałabym Wam opowiedzieć
Lirene City Matt
fluid matująco-wygładzający odcień beżowy 207
Pojemność/cena: 30 ml/ ok 20 zł
Dostępność: Drogerie sieciowe i osiedlowe, hipermarkety
Zdaniem producenta: "Fluid nowej generacji doskonale matuje i wygładza skóre. Zawarta witamina C poprawia koloryt cery, a witamina E dezaktywuje wolne rodniki"
Opinia na KWC: KLIK
Opakowanie:
lekkie, plastikowe z pompką
Moim zdaniem:
Produkt wygrałam w rozdaniu u jednej z blogerek. Szczerze mówiąc byłam do niego nastawiona dość sceptycznie tym bardziej, że nie miałam wcześniej do czynienia z podkładem tej marki. Nie mniej jednak dość pozytywnie mnie zaskoczył. Uważam, że to jeden z lepszych produktów jaki miałam okazje stosować w tym przedziale cenowy. Średnio kryje nie poradzi sobie z większymi niespodziankami, pozostawia matowe wykończenie na twarzy i wyraznie ją wygładza. Nieźle się utrzymuje(oczywiscie przypudrowany) niestety odrobine ciemnieje na buzi więc warto wziąść to pod uwage przy wyborze odcienia (który swoją mógłby być większy). Nie zapchał mnie, nie waży się na buzi. Plus za higieniczne opakowanie
Revlon Photo Ready
odcień 03 shell
Pojemność/cena: 30 ml/ ok 70 zł ( drogerie) 35zł (internet)
Dostępność: Drogerie, internet
Opinia na KWC: KLIK
Opakowanie:
szklane, solidne z pompką
Moim zdaniem:
Podkład rozswietlający. I widze tu zaskoczenie na Waszych twarzach... dziewczyna o tłustej cerze pokazuje podkład rozświetlający... A jednak. Kupiłąm go z myślą zastosowania na wesele, gdzie wiadomo jesteśmy narażeni na zdjęcia. Ma bardzo lekką konsystencję i drobne rozswietlaące drobinki, które są widoczne na twarzy w świetle dziennym. Krycie średnie. Nie używam go na dzień, bo nie podoba mi się efekt który otrzymuje - twarz jakby obsypana drobnym brokatem to nie dla mnie. Nie mniej jednak w świetle sztucznym wygląda zupełnie inaczej. Lepiej. Daje efekt zdrowej, naturalnej buzi. Nie tworzy maski. Przypudrowany dobrze się trzyma. Stosuje go na wieczorne wyjścia i imprezy okolicznościowe i jestem z niego zadowolona. Nie ciemnieje na twarzy, nie waży się nie zapycha.
Estee Lauder, Double Wear Light (miniatura produktu)
Pojemność/cena: 30 ml/ 169 zł
Dostępność: Perfumerie, internet
Opinia na KWC: klik
Moja Opinia:
Miniature produktu (15 ml za 39 zł) kupiłam w Dauglasie korzystając ze słynnej chyba promocji jakiś czas temu. To pierwszy wysokopółkowy podkład w mojej kosmetyczce i pokładałam w nim duże nadzieje. Jak się ciesze, że nie wydałam na niego 170 zł. Bo nie jestem z niego zadowolona. Krycie srednie w kierunku zlabego, konsystencja dość lekka. Ale na mojej twarzy nieestetycznie podkresla rozszerzone pory i co najgorsze po kilku godzinach jakgdyby się waży nie zależnie od tego jakim pudrem zostanie wykończony. Daje mi na buzi efekt placka... Takie rzeczy za takie pieniądze?? Dziękuje, postoję :)
wtorek, 24 lipca 2012
Jak tanio a skutecznie zadbać o stopy?
Lato w pełni :) Sezon na klapki, sandałki i inne odkryte obuwie trwa. Warto zadbać, żeby nasze stpy w takim wydaniu prezentowały się świetnie... Ja całkiem niedawno odkryłam krem, który zdecydowanie nam to zadanie ułatwi:)
Seria FussWohl jest dostępna tylko w drogeriach Rossman. Wśród produktów firmy znajdziemy wszystko co trzeba aby perfekcyjnie zadbać o stopy: sole, kremy,talki i dezodoranty. Moją uwagę zwrócił ten krem, a że na asortyment tej marki obowiązywała wówczas duża propocja to niezastanawiałam się ani chwili i tak do mojego domu trafił:
INTENSIV CREME z 10% zawartością moczniku
krem zapakowany był orginalnie dodatkowo w kartonowe opakowanie, które niestety zagubiło się w trakcie stosowania produktu :)
Pojemność/ Cena: 75 ml/ 3,99 (cena promocyjna) ok 8 zł w regularnej sprzedaży
Dostępność: Drogerie Rossman
Opakowanie: bijaca po oczach, kolorowa, plastikowa tubka zakończona standardowym w przypadku kremów aplikatorem
Konsystencja/zapach: Biały krem o dość gęstej konsystencji, zapach standardowy dla produktów zawierających mocznik, nieuciązliwy
recenzja na KWC: brak
Skład:
Kilka słów od producenta:
"FUSSWOHL INTENSYWNY KREM do pielęgnacji suchej skóry stóp z gliceryną i woskiem pszczelim, 10% urea. Dzięki połączeniu właściwości gliceryny regulującej gospodarkę wodną skóry oraz wosku pszczelego spękane i nadwyręzone stopy otrzymują intensywną pielegnacje i odzyskują miękkość i spręzystość. Przed nałożeniem preparatu upewnij się czy stopy są czyste i suche. Krem wmasować w szorstkie i zniszczone fragmenty skóry"
Moja opinia:
Dobry produkt za bardzo przystępną cene. Moje stopy były suche i dość szorstkie po kilkukrotnym użyciu tego kremu wyglądały już zupełnie inaczej. Krem zostawia na skórze tłustą warstwe, dlatego najlepiej aplikować go na noc. Przynosi szybkie efekty. Bedzie się spisywał także u osób borykajacych się z problemem pękających pięt - podstunełam go mojej mamie, któa ma własnie taki problem i była z niego tak zadowolona, że poprosiła o zakup opakowania dla niej. Porównywała jego działanie z produktem marki Scholl, który kosztuje dwa razy więcej...
poniedziałek, 23 lipca 2012
Avene TriAcneal czyli moja walka z niedoskonałościami skóry
Moja cera stwarza problemy - z biegiem czasu coraz bardziej się o tym przekonuje
mój główny problem to zanieczyszczenia oraz pojawiajace się co jakiś czas pryszcze
bardzo dobrze działała na mnie seria Effaclar z firmy La Roche Posay ale po zużyciu któregoś z kolei kremu DUO moja skóra zwyczajnie się do nich przyzwyczaiła i cały magiczny efekt znikł. Potem była przygoda z naturalną pielegnacją, ale gdy przekonałam się, że to jednak nie dla mnie postanowiłam wypróbować krem o którym dużo osób mówiło, pisało i który podobno jest istną perełką...
Avene TriAcneal
Kilka słów od producenta:
"Krem na niedoskonałości skory i zmiany trądzikowe do codziennej pielęgnacji skóry z zaawansowanymi zmianami - zaskórniki, grudki, krosty - w trądziku pospolitym.
Aktywne składniki działają na kilku poziomach:
- Efectiose (0,1%): zmniejsza objawy zapalne
- Retinaldehyd (0,1%): redukuje ilość zaskórników
- Kwas glikolowy (6%): działa złuszczająco
Woda termalna Avene ma działanie kojące i przeciwzapalne.
Pierwszych pozytywnych efektów można oczekiwać po co najmniej 3 tygodniach regularnego używania. Z uwagi na obecność kwasu glikolowego, na początku stosowania stan skóry może ulec przejściowemu pogorszeniu."
Aktywne składniki działają na kilku poziomach:
- Efectiose (0,1%): zmniejsza objawy zapalne
- Retinaldehyd (0,1%): redukuje ilość zaskórników
- Kwas glikolowy (6%): działa złuszczająco
Woda termalna Avene ma działanie kojące i przeciwzapalne.
Pierwszych pozytywnych efektów można oczekiwać po co najmniej 3 tygodniach regularnego używania. Z uwagi na obecność kwasu glikolowego, na początku stosowania stan skóry może ulec przejściowemu pogorszeniu."
Skład:
Water (Aqua), Cetyl Alcohol, Cyclomethicone, Polysorbate 60, Glycolic Acid, Avene Thermal Spring Water (Avene Aqua), Sd Alcohol 39-C (Alcohol Denat), Polymethyl Methacrylate, Sodium Hydroxide, Cetearyl Alcohol, Arginine Hcl, Bht. Ceteareth-33, Dimethiconol, Fragrance (Parfum), Potassium Sorbate Red 33 (CI 17200), Retinal, Undecyl Rhamnoside
Pojemność/ cena: 30 ml / ok 50 zł
Opinia na KWC: TU
Opakowanie: plastikowa tubka zakończona dziubkiem
Konsystencja/zapach: krem o złotawo-żółtym kolorze o specyficznym aczkolwiek słabo wyczuwalnym zapachu, który ulatnia się po aplikacji produktu na twarz
Moja opinia:
Produkt stosowałam przez ponad 3 miesiące*. Na tyle właśnie wystarczyło mi jedno opakowanie. Bez wątpienia krem jest więc wydajny (*aplikowany raz dziennie na całą twarz). Przez pierwszy tydzien nie zauważyłam zupełnie żadnych rezultatów, potem jednak zaczeła się faza wysypu. Nowe krosty pojawiały się na mojej buzi codziennie - całe szczęście znikały dużo szybciej niż zazwyczaj i już po 2-3 dniach nie było po nich najmniejszego śladu. Efekt oczyszczania trwał około miesiąca z tym, ze z dnia na dzień na mojej twarzy pryszczy było mniej. Potem rozpoczął się efekt złuszczania, i ten moment kuracji chyba wspominam najgorzej... Nie pomagały kremy nawilżające, maseczki ani peelingi. Przez jakies dwa tygodnie chodziłam pokryta "suchymi skórkami". I wtedy chyba wygladałam najgorzej. Każdy kosmetyk nałożony na buzie stawał się bardzo widoczny a ja stawałam codziennie rano przed lustrem i w bardzo niecenzuralnych słowach okreslałam moją "radość" z tego co w końcu sama sobie zafundowałam. No ale co nas nie zabije to nas wzmocni... Nie przestałam używać kremu i to była dobra decyzja. Teraz widze dużą różnice w stanie mojej cery. Buzia wyrażnie się wygładziła, nie pojawiają się już podskórne i bardzo bolesne wypryski, mam wrażenie ze rozjaśniły się moje przebarwienia na twarzy... Krem jednak dość kiepsko poradził sobie z zaskórnikami, które nadal mieszkają na moim nosie i ani myślą zmienić lokal :)Podsumowując:
Jeśli masz zanieczyszczoną cerę i problem z pryszczami a nie boisz się okresu wysypu i wysuszenia skóry to myśle, że warto zainwestować w ten krem :)czwartek, 1 marca 2012
Nie wiem jak Wy, ale ja często przeglądając blogi czy oglądając filmiki dziewczyn pokazujących rożne kosmetyczne pudełka myślałam: "Kurcze dlaczego u nas w Polsce tego nie ma"
Mam wrażenie, że myśli moje i wielu innych dziewczyn zostały "usłyszane" ponieważ w ostatnim czasie na polskim rynku mamy swoisty wysyp różnego rodzaju box-ów.
Musze przyznać, że ostatecznie sama nie wypróbowałam żadnego z nich, bo postanowiłam poczekać i sprawdzić co wymyślą osoby je oferujące. Jak wiecie bez skandalów się nie obyło - mowa o słynnej aferze błyszczykowej, która jakiś czas temu zatrzęsła blogowym światem.
Bardzo ucieszyła mnie zatem wiadomość od pani Agaty, która zaproponowała mi przesłanie wchodzącego właśnie na nasz rodzimy rynek GlossyBox'a.
Zgodziłam się oczywiście bez wahania, dodatkowo otrzymałam zaproszenie na imprezę zorganizowaną z tej okazji, na której niestety nie mogłam być obecna, gdyż do Warszawy w środku tygodnia zupełnie mi nie po drodze...
Co kryło się w pudełku?
1. LIERAC - balsam do cery odwodnionej Hydra-Chrono+ 15ml
2. MARC JACOBS - Daisy Eau So Fresh 4ml
3. MASAKI MATSUSHIMA - balsam do ciała Masaki Cherry 50ml
4. NUXE - suchy olejek o wielu zastosowaniach Heuile Prodigieuse 10ml
5. RENE FURTERER - szampon Okara protect Color 50 ml
Moje wrażenia:
Ciężko mówić o samych kosmetykach, bo wiadomo potrzeba czasu na to żeby się z nimi "poznać". Jeśli zaś chodzi o samo pudełeczko muszę przyznać, że bardzo podoba mi się jego eleganckie opakowanie i sposób w jaki wszystko jest zapakowane. To wszystko jest jak najbardziej w moim guście. Cieszy mnie szczególnie suchy olejek z NUXE, o którym słyszałam wiele dobrego i zawsze chciałam go wypróbować. Także miniaturka perfum ma urzekające opakowanie. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakiegoś kosmetyku z kolorówki, a szampon chroniący kolor nie do końca sprawdzi się na moich nigdy nie farbowanych włosach. Jak dowiedziałam się jednak od pani Agaty późniejsze pudełka mają być bardziej dostosowywane do potrzeb zamawiających a ich zawartość ma być częściowo ustalana na podstawie preferencji podanych w ankiecie - i bardzo dobrze :)
Jeśli jesteście zainteresowane większą ilością informacji zapraszam serdecznie na stronę:
Koszt takiego pudełka to 49 zł miesięcznie (w cenie mamy przesyłkę kurierską). Za tą kwotę otrzymujemy gwarancje otrzymania 5 mini produktów. Musze przyznać, że to spora kwota chociażby jak na studencką kieszeń tym bardziej że daje możliwość zakupienia jakiegoś pełnowymiarowego produktu z drugiej strony daje możliwość zapoznania się z drogimi czasem wręcz ekskluzywnymi produktami, o których często pewnie byśmy nawet nie słyszały. Ale w końcu będzie to indywidualny wybór każdej z nas :)
Dziękuje bardzo pani Agacie przedstawicielce GlossyBox'a, dzięki której miałam możliwość otrzymania pudełka. Pragnę dodać, że fakt ten nie wpłynął na moją ocenę, która jest oparta, jak zwykle na subiektywnych odczuciach...
środa, 29 lutego 2012
Aparatowe rady kropeczkowe cz.2 czyli jeszcze kilka słów o aparacie ortodontycznym
Jednym z najpopularniejszych postów na moim blogu jest nadal notka odnośnie aparatu ortodontycznego i samego przebiegu leczenia, a ja sama dostaje wiele pytań odnośnie tego tematu. Postanowiłam zatem stworzyć kolejny wpis o tej samej tematyce, w którym odpowiem na najczęściej pojawiające się pytanie :
pierwsza część moich wywodów :P na ten temat znajdziecie TU
Jak długo trzeba nosić aparat?
Pamiętajcie, że jest to LECZENIE ortodontyczne w związku z tym nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od wady zgryzu jaką mamy oraz indywidualnych uwarunkowań - zęby jednych ludzi przesuwają się szybciej niż drugich- oraz rodzaju aparatu, który nosimy. Może trwać ono od roku do nawet
5 lat. Trzeba zatem uzbroić się w cierpliwość
Czy leczenie ortodontyczne boli?
To również cecha indywidualna, jednych boli bardziej innych mniej. Nie jest to jednak ból nie do zniesienia :) Na początku, tuż po założeniu możliwe są otarcia - ale po kilku dniach wszystko znika :) Potem ból jest możliwy po wizytach kontrolnych. Nie jest to jednak nic strasznego - nie jestem odporna na ból i dałam radę
Na co zwrócić uwagę przy wyborze ortodonty?
Na cenę wizyt kontrolnych - trzeba się nastawić, że będziemy je odbywać co 4-6 tygodni przez cały czas trwania leczenia. Często w koszt wizyty wliczone są wszelkie ewentualne "drobne naprawy" jak np. przyklejenie odklejonego zamka, zmiana drutu itd. są jednak i tacy ortodonci, u których każde dodatkowe działanie wiąże się z opłata - trzeba być tego świadomym. Warto też rozejrzeć się co oferują ortodonci w okolicy - często na przedmieściach ich oferty są dużo tańsze niż w centrach miast, a nie ukrywajmy że jest to spory wydatek.
Czy masz jakieś rady dla osób które zastanawiają się nad jego założeniem?
Jeśli tylko czujecie potrzebę założenia aparatu bo zwyczajnie nie podoba się Wam Wasz uśmiech i pozwalają Wam na to finanse zróbcie to! Zdecydowanie poprawicie swoją pewność siebie. To prawda, że leczenie jest czasochłonne, kosztowne i bywa uciążliwe (trzeba pamiętać o wizytach, uważać na zęby) ale efekt, który możecie uzyskać jest tego wart
Chcesz być na bieżąco, zapraszam do polubienia mojego profilu na facebooku:
czwartek, 2 lutego 2012
Ulubieńcy - czyli moi faworyci w kategorii RÓŻ
Postanowiłam wprowadzić nową serię postów na swoim blogu dotyczącą ulubionych kosmetyków w poszczególnych kategoriach. Na pierwszy ogień idzie róż, czyli produkt bez którego nie wyobrażam sobie makijażu i którego używam systematycznie podczas codziennego makijażu.
W mojej kolekcji jest 5 róży, faktycznie rzecz biorąc często używam dwóch z nich i byłabym w stanie ograniczyć się tylko do nich, no ale cóż nałóg...
sleek - sahara
bardzo cenię markę sleek i niezmiernie żałuje, że nie jest ona dostępna w Polsce przez co nie mamy szansy stanąć przed szafą z ich produktami i wszystko dokładnie przejrzeć. Całe szczęście, że istnieje internet, który daje nam szansę do zapoznania się z ich ofertą i zakupów.
Opakowanie: bardzo klasyczne, eleganckie i proste. Plastik jest solidny - nie rozkleja się, nie pęka. Napisy mimo czasu nie wytarły się. Posiada lusterko,które pozwala na dokonanie poprawek w ciągu dnia - jeśli ktoś oczywiście czuje taką potrzebę. Nie ma dołączonego aplikatora co może stanowić dla niektórych problem - dla mnie to nie wada ponieważ i tak nigdy nie stosuje dołączonych pędzelków.
Pojemność/cena: na allegro trzeba zapłacić za niego około 30 złotych. Za tą cenę otrzymujemy 8 gram produktu, który z całą pewnością wystarczy nam na baaardzo długo
Jakość: Róż jest bardzo mocno napigmentowany przez co trzeba uważać z jego aplikacją. Przyda się dobry pędzel, który pozwoli ładnie rozetrzeć produkt oraz oczywiście umiar...
kolor: cuuuudowny to odcień rudego idealnie pasuje na jesień. Bardzo, bardzo mi się podoba. Jest w 100% matowy
theBalm hot mama
Opakowanie: niekoniecznie do mnie przemawia,bo raczej wole klasykę, ale wiem że ten styl ma wielu zwolenników. Jest praktyczne - posiada lusterko i jest zapinane na magnes przez co mamy pewność,że nie otworzy się podczas podrózy
pojemość/cena: za 7 gram musimy zapłacić około 50-60 zł. Jest wydajny w związku z tym również wystarczy na długo
Jakość i kolor:
Podobno jest odpowiednikiem słynnego orgazmu z Narsa. Ma ogromną ilość złotych drobinek a odcień przypomina kolor łososiowy. Jest dobrze napigmentowany, ale trudniej nim sobie zrobić krzywdę niż sleekiem. Dodaje twarzy świeżości, bardzo mi się podoba...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























