paznokcie pielegnacja kolorówka wlosy makijaze

sobota, 28 września 2013

Otulający balsam do rąk od Pat&Rub

Przygodę z balsamami do rąk marki Pat&Rub rozpoczęłam już jakiś czas temu, co mogliście zauważyć chociażby w tym poście - gdy otrzymałam kolejny tego typu produkt byłam bardzo zadowolona - to w końcu świetna okazja do wyrobienia sobie opinii i porównania produktów. Tym razem używałam 
Otulający balsam do rąk 
Pojemność/cena/dostępność: 100 ml/  około 45 zł/ perfumerie Sephora oraz sklep internetowy producenta klik
Opakowanie: Marka pozostaje wierna jednemu wzorowi opakowań w przypadku balsamów do rąk - i bardzo dobrze, bo forma ta jak najbardziej mi odpowiada. Plastikowe, dość duże, z pompką, pozwala kontrolować ile produktu zostało w środku - niestety trochę mało praktyczne przy używaniu poza domem - jednak w wersji "stacjonarnej" jak najbardziej na plus. Pompka działa bez zarzutu - nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość kosmetyku no i jest higieniczna. Na etykiecie podstawowe informacje o produkcie wraz ze składem balsamu.
Konsystencja/zapach: Biały krem o dość lekkiej konsystencji - szybko się wchłania, pozostawiając na chwilę na skórze wyczuwalny film - nie trwa to jednak zbyt długo, więc osoby nie lubiące takiego efektu nie powinny się zrażać. Producent opisuje zapach jako połączenie karmelu, cytryny i wanilii - dla mnie jednak to zapach przypominający ciasteczka korzenne, na które nałożono startą skórkę z cytryny - CUDOWNY - szkoda, ze internet nie daje możliwości przekazywania zapachu, bo rzeczywiście ciężko go opisać. Nie jest to jednak zapach, który spodoba się każdemu - nie radziłabym więc kupować go w ciemno, szczególnie jeśli nie przepadacie za zapachami przypominającymi cynamon czy zapachy korzenne...
Podsumowując:  Kremik pochodzi z edycji limitowanej - trochę szkoda, osoby którym zapach zdecydowanie przypadł do gustu mogą być zawiedzione. Co więcej seria otulacjąca zawiera więcej kosmetyków - scrub i masło do ciała. Z ich działanie jestem jak najbardziej zadowolona, nawilża i pachnie więc jest bardzo okej :D Niestety cena trochę przeraża, 45 zł za krem do rąk to jak dla mnie dużo, a powiem nawet że bardzo dużo - w standardowej cenie na pewno bym go nie kupiła - ale w promocji, chociażby ze względu na zapach jak najbardziej. Jeśli macie okazję polecam udać się do Sephory i chociażby powąchać ten krem...

A Wy miałyście okazję używać kosmetyki z tej serii?


 przypominam o rozdaniu trwającym na moim blogu - więcej informacji znajdziecie TU

piątek, 27 września 2013

Rozdanie z marką Blistex

Po krótkim urlopie wracam do blogowania - mam dla Was niespodziankę - zestaw balsamów do ust marki Blistex. W skład każdego zestawu wchodzi:
1. Blistex MedPlus klik
2. Blistex Intensive klik
3. Blistex Conditioner klik
wszystkie produkty są oczywiście nowe, orginalnie zapakowane:) 
Warunki:
1. Musisz być publicznym obserwatorem mojego bloga ( 1 los)
2. Możesz udostępnić informacje o rozdaniu na swoim blogu (1 los) lub dodać mój blog do blogrolla 
3. Zostaw komentarz pod tym wpisem w którym zamieścisz informacje:

Obserwuje jako......
adres meilowy......
Notka o rozdaniu TAK/NIE (link) 
Blogroll TAK/NIE (link)

4. Rozdanie trwa do 10.10.2013
5. Zabawa nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami) 

sobota, 7 września 2013

Baza pod cienie, a może cień w kremie? - Sigma w odcieniu "Pose"

O marce Sigma - słyszałam, a właściwie czytałam dużo na innych blogach. Kojarzyła mi się głównie w pędzlami do makijażu - które wiele dziewczyn bardzo chwaliło. Sama niestety wcześniej nie miałam zupełnie z nią do czynienia - chociaż nie powiem, kusiło... Dlatego gdy dostałam propozycję współpracy z ich marką bez zastanowienia się zgodziła... Otrzymałam prezent, niespodziankę - jakim była baza pod cienie do powiek w odcieniu "Pose"
Cena/pojemność/dostępność: 13$ / 5 gram / sklep internetowy Sigma klik
Opakowanie: Produkt dociera do nas w kartonowym opakowaniu - w środku znajdujemy mały, plastikowy słoiczek z czarną nakrętką - muszę przyznać, że wygląda bardzo elegancko. Na czarnym wieczku widzimy logo firmy, po jego odkręceniu mamy plastikowe zabezpieczenie z małym "listkiem", który ma ułatwić nam jego zdejmowanie (środkowe zdjęcie). Samo opakowanie jest dużo większe, niż ilość produktu, który znajdujemy wewnątrz - takie małe działanie na psychikę konsumenta, któremu może wydawać się w pierwszym momencie, że kosmetyku jest dużo więcej... Nazwa koloru, który posiadamy znajduje się zarówno na kartoniku jak i z tyłu słoiczka. Niestety opakowanie może być problematyczne dla osób z długimi paznokciami - otwór przez który wydobywamy bazę, jest bowiem dość mały dlatego też ciężko nałożyć go opuszkami palców
Kolor: "Pose" to ciemny, opalizujący na fiolet lub miedź (zależnie od światła),  brąz, kolor dość uniwersalny, aczkolwiek dość ciemny dlatego też przy dziennym makijażu dla osób, które preferują raczej delikatny make up zupełnie się nie sprawdzi - przy wieczorowych malowaniach to jednak już super opcja. Intensywność koloru można stopniować w zależności od ilości nałożonego produktu...
Konsystencja: Kosmetyk to mus, który bezproblemowo rozprowadza się na powiece - jednak uwaga, trzeba to robić dość szybko - ponieważ po chwili zastyga - i ciężko już go rozsmarować...
Działanie: Producent nazywa produkt bazą pod cienie - i właśnie w takiej roli zaczęłam go stosować - ułatwia pracę, bo stanowi jednocześnie cień bazowy - jednak jej odcień, nie pozwala na wykonie bardzo delikatnych, dziennych makijaży. W przypadku moich bardzo tłustych powiek, też nie do końca sobie poradził gdyż cienie po 4-5 godzinach zaczynały rolować się w załamaniu powieki. Dlatego też zaczęłam stosować ten produkt jako cień w kremie - i w tej roli spisuje się już idealnie - przy wykonywaniu mocniejszego makijażu - nakładam najpierw bazę pod cienie innej marki, a dopiero potem kosmetyk Sigmy - dzięki temu otrzymuje dobrą trwałość makijażu... Jest wydajny, bo nawet niewielka ilość wystarczy na pokrycie całych powiek - nie uczulił mnie - co również uważam za duży plus. Generalnie bardzo fajny produkt, chociaż nie do końca sprawdzający się w sposób sugerowany przez producenta.... 













wtorek, 3 września 2013

Moja nowa letnia miłość...

Krem, o którym wiele słyszałam - a w zasadzie czytałam na innych blogach, ale zawsze nie było mi do niego "po drodze", bo w łazience czekały inne zapasy, albo trafiło mi w ręce coś innego. Aż w końcu przy okazji jeszcze przed wakacyjnych zakupów - ujrzałam go w Rossmanie i postanowiłam zaryzykować. Teraz już wiem, że to był dobry wybór,ale po kolei...  Mowa oczywiście o 
Antybakteryjnym kremie matującym z serii Siarkowa Moc
Cena/Pojemność/Dostępność: Około 15-17 zł/ 50 ml / Drogerie i supermarkety - generalnie bez większego  problemu 
Opakowanie: Krem zapakowany w kartonowe pudełko - tak jak wiele razy pisałam, bardzo tego nie lubię - w końcu i tak praktycznie od razu trafia do kosza, a producent byłby bez problemu w stanie umieścić wszelkie niezbędne informacje na właściwym słoiczku, ale nieważne... Krem otrzymujemy w plastikowym, pomarańczowym, neonowym słoiczku z białą nakrętką. Fajnie, ze producent zadbał o zabezpieczanie przed ciekawskimi klientami i pomyślał o folii zabezpieczającej.  Wiele osób nie przepada za taką formą - wiadomo jest mniej higieniczna niż pompka, mnie to jednak aż tak bardzo nie przeszkadza... 
Kolor/konsystencja/zapach: To tak naprawdę biała dość gęsta pasta, o zbitej (jak na krem) konsystencji - zapach zdecydowanie nie jest atutem produktu - chemiczny przypominający mi detergenty - całe szczęście dość szybko się utlenia i nie jest już wyczuwalny na skórze.
Niewielka ilość wystarczy, aby pokryć nim całą twarz. Ważne, aby aplikować go na suchą skórę - przy wilgotnej mogą pojawić się problemy z rozprowadzeniem produktu. Dość szybko się wchłania i pozostawia lekko pudrowe, raczej matowe wykończenie. 
Działanie: Ten krem faktycznie działa - działanie matujące jest bardzo widoczne! Okazał się moim wybawieniem przy panujących upałach - bo był w stanie przedłużyć trwałość mojego makijażu. Nie pojawiły mi się po nim żadne nowe niespodzianki, a powiedziałabym nawet, że ich ilość się zmniejszyła - co jest bardzo na plus. Krem jednak nie ma właściwości nawilżających - także osoby ze skórą skłonną do przesuszeń uwaga - obecnie stosuje go tylko na dzień, gdzie zależy mi na matowym wyglądzie skóry - na noc nakładam na moją buzie coś bardziej odżywczego, aby uniknąć jej przesuszenia... 



sobota, 31 sierpnia 2013

Wygląd dnia zainspirowany Zmalowaną...


Dziś chce pokazać Wam mój dzisiejszy wygląd dnia - zainspirowany Zmalowaną, a właściwie jej lookiem w filmiku odnośnie sierpniowego glossy box KLIK, Jej wygląd w tym filmiku bardzo mi się podoba - postanowiłam więc odkopać z dna szafy bluzkę w poziome paski - którą nosiłam kilka sezonów temu. Sam makijaż jest bardzo prosty - ukrycie niedoskonałości, podkreślone brwi i bardzo delikatny makijaż oka - jedyny mocniejszy akcent to usta, w tym przypadku moja ukochana pomadka z Barry M w odcieniu 145, którą pokazywałam Wam na blogu już wcześniej tutaj. 

kliknij w zdjęcie, aby je powiększyć :)
Jak Wam się podobają tego typu posty? 

piątek, 30 sierpnia 2013

W trosce o usta... Blistex

Praca w klimatyzowanym pomieszczeniu, słońce, a także skłonność do ciągłego oblizywania ust sprawiają, że często mam z nimi problem. Suche i popękane nie wyglądają dobrze - wiadomo - dlatego staram się mieć przy sobie zawsze pomadkę nawilżającą. Mała rzecz, a potrafi dużo zmienić - dlatego zaglądając do moich torebek, w każdej znajdziecie tego typu produkt. Mam ich naprawdę sporo. Jakiś czas temu dostałam propozycję przetestowania produktów marki Blistex - jako, że z marką do czynienia wcześniej zupełnie nie miałam, chętnie podjęłam współpracę. I tak trafiły do mnie dwa produkty:

1. Pomadka w sztyfcie MedPlus - zalecana do codziennego stosowania dla osób ze skłonnością do nadmiernego wysychania ust:
Klasyczna forma sztyftu bardzo przypadła mi do gustu, jest mały poręczny - w sam raz do torebki. Pozostawia na ustach przyjemną, ochronną warstwę i daje delikatne uczucie chłodzenia . Mimo, że w opakowaniu produkt ma zółtawy odcień - na ustach jest zupełnie niewidoczny - spokojnie nadaje się więc do używania " w ciemno" bez lusterka. Ma przyjemny, dość słodki zapach i delikatnie mentolowy smak.  Zawiera SPF 15 - nie za duży, ale jednak to jakaś dodatkowa ochrona ust w czasie upałów. Trzeba jednak uważać, bo produkt lubi się "topić" dlatego przy dużych temperaturach nie polecam wykręcać dużej ilości produktu - gdyż zwyczajnie się złamię. Dostępny w aptekach  i drogeriach w cenie około 10-15 zł.

2. Balsam INTENSIVE - zapewnia natychmiastową pomoc nawet najbardziej spierzchniętym i popękanym ustom. Jest on także polecany dla osób, które cierpią na opryszczkę wargową.
Tu konsystencja jest zupełnie inna. Produkt to tak naprawdę biały krem, zamknięty w małym poręcznym opakowaniu z dziubkiem. Przy aplikacji trzeba uważać, aby nie osiągnąć efektu białych ust - wystarczy odrobinka, aby pokryć całe wargi. Dodatkowo ma dość lekką konsystencję i w miarę szybko się wchłania. Ma jednak bardzo intensywny zapach - pomieszanie kamfory z mentolem, który dla mnie jest po prostu nie do zniesienia. Wiem, że nie dla każdego to będzie wada - mi jednak pod tym względem nie odpowiada na tyle, że nie byłam w stanie go używać. Dodatkowo produkt ma tendencję do rozwarstwiania się, dlatego warto przed użyciem dobrze go wstrząsnąć. Kosmetyk trafił do mojej mamy - jej zapach zupełnie nie przeszkadzał (nie wiem w kogo jestem taka wrażliwa ;)) - jest z niego zadowolona, mocno nawilża i daje uczucie ukojenia - niedługo będzie mogła wypróbować go lepiej, bo jesień to u Niej sezon na opryszczkę - zobaczymy jak wtedy da radę... W każdym razie, jeśli będziecie mieć okazję, proponuję najpierw sprawdzić, czy odpowiada Wam jego zapach :) 


czwartek, 29 sierpnia 2013

Venita - Balsam rozświetlający

Dziś kilka słów o kolejnym produkcie, który trafił do mnie dzięki współpracy z portalem depilacja.edu.pl - tym razem, dla odmiany nie związany z depilacją :)  Przed Wami Balsam rozświetlający marki Venita:

Pojemność/cena/dostępność: 200 ml / około 10 zł / hipermarkety i drogerie - szczególnie te mniejsze, osiedlowe
Opakowanie: Złota plastikowa tubka - która już samym wyglądem ma sugerować nam jakie jest przeznaczenie produktu.  Napisy z biegiem czasu pozostały na swoim miejscu - a to niewątpliwie wielki plus.Ogólnie mówiąc jest praktyczne, ale ani nie powala - ani nie szpeci. W każdym razie w tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia.
Konsystencja/kolor/działanie: Biały, dość rzadki krem naładowany delikatnymi złotymi drobinkami - producent sugeruję nakładanie niewielkiej ilości produktu - i ma racje - wystarczy odrobina, aby rozświetlić nasze ciało. Drobinki wyglądają cudnie na opalonej skórze - i właśnie w taki sposób zazwyczaj produkt stosowałam - nakładając przed wyjściem na opalone nogi. Dość długo się wchłania - poza tym efekt nawilżenia jest bardzo słaby - ale też nie tego oczekujemy od produktu. Jest to w końcu balsam rozświetlający i co jak co - ale rozświetla całkiem dobrze. Efekt nie spodoba się wszystkim - jeśli macie bardzo bladą karnację, bądź nie lubicie na swoim ciele drobin- to nie jest produkt dla Was.


piątek, 23 sierpnia 2013

Venita Natural krem do depilacji dla skóry wrażliwej

W ostatnim czasie w internecie zrobiło się głośno o akcji kobiet, które postanowiły porzucić depilację i pozostawić się w wersji naturalnej - cóż to jednak zdecydowanie nie dla mnie. Depilacja to dla mnie nie tylko kwestia estetyczna co i higieniczna. Metod usuwania zbędnego owłosienia przetestowałam wiele, tym razem dzięki depilacja.edu.pl miałam okazję przetestować krem do depilacji przeznaczony dla skóry wrażliwej z firmy Venita Natural :


Pojemność/cena/dostępność:  100 ml/ około 10 zł/ drogerie i supermarkety
Opakowanie: Biała plastikowa tubka z nakrętką - nic specjalnego, ale też nie razi po oczach. Dodatkowo producent dodał praktyczną szpatułkę - wykonaną z przezroczystego plastiku - która nie tylko ułatwia nakładanie produktu, ale i sam proces depilacji. Dodatkowo producent włożył kosmetyk w kartonowe pudełko, które w moim przypadku wylądowało w koszu zaraz po wykonaniu zdjęć ;)

Zapach/konsystencja: Nie oszukujmy się - tego typu produkty zwyczajnie śmierdzą - i ten nie jest w tym przypadku wyjątkiem . Ciężko ten zapach do czegoś porównać - bo jest bardzo chemiczny i specyficzny - każda, która miała styczność z podobnymi produktami pewnie wie co mam na myśli. Ja jestem w stanie go wytrzymać, chociaż  to nic przyjemnego. Konsystencja kremu, w kolorze białym - bez problemu rozprowadza się na skórze.
Działanie: Producent zaleca nałożenie grubej warstwy kremu i jego zmycie po około 3 minutach - w tym czasie moje włosy nie zostały nawet ruszone - na taką opcję też jest metoda. Na opakowaniu widzimy informację, że czas działania produktu możemy wydłużyć do około 5 minut. Jestem brunetką moje włosy są ciemne i silne w związku z tym w tym czasie często nie jestem w stanie pozbyć się wszystkich włosków - szkoda, bo pozostawienie kremu na skórze na dłużej delikatnie mnie podrażniło... Stosowałam ten krem na nogi, pachy i okolice bikini - denerwuje mnie jego długi czas działania, bo stoimy wysmarowane kremem i praktycznie nie możemy normalnie funkcjonować. Pozwala jednak uniknąć podrażnień - szczególnie w delikatnych okolicach bikini (jeśli jest trzymany przez sugerowany na opakowaniu czas). I na te okolice zamierzam go dalej stosować. Wydajność zależy oczywiście od obszaru, który chcemy wydepilować. Przy nogach, pachach i bikini wystarczyłby w moim przypadku na jakieś 3 aplikacje. Czyli jak za tą cenę wypada całkiem nieźle...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...